Gromadzenie własnej społeczności ma mnóstwo plusów – czy to na blogu, czy w portalu, na YouTube czy w mediach społecznościowych. Jakkolwiek brzydko by to nie zabrzmiało, można  tę społeczność, świetnie wykorzystać. Tym bardziej, jeśli skupia się ona wokół jednego, wspólnego tematu – jakiegoś zainteresowania. Wtedy dość łatwo sprzedawać produkty jej członkom.

Grupy na Facebooku są świetnym miejscem do budowania tego typu społeczności. Dobrze planujące biznesy czy brandy tworzą je po to, by skupiać ludzi w jednym miejscu. Obecnie grupy na fejsie są zakładane na każdy temat – są randkowe, filmowe i serialowe, produktowe, urodowe, chorobowe (oj dużo) czy zakupowe. Każde.

I właśnie o takiej „zakupowej” grupie facebookowej będzie ten case. Jestem administratorem grupy o zakupach z Chin – AliExpress Polska Tylko najlepsze. Grupa aktualnie liczy 118 tysięcy członków i jest to jedna z największych grup o tej tematyce w Polsce. Zaczęliśmy z Tomkiem Wydrą w listopadzie 2016. Tak, dwoje seowców próbujących swoich sił na Facebooku. Plan był prosty – zarabiać na afiliacji na zakupach z Chin.

Nazwa grupy na Facebooku

Początki były trudne. Jak to zwykle bywa, ludzi ciągnie do tego, co duże. Im więcej fanów ma fanpage, im więcej członków ma grupa, tym szybciej przybywa ludzi. Więc trzeba było myśleć strategicznie od samego początku.

Wiedzieliśmy, że już sama nazwa jest ważna. Dlatego na początku mamy „Aliexpress Polska” – bo tak nazywa się aktualnie największa grupa o zakupach z Chin na Facebooku. Wiedzieliśmy, że jeśli ludzie będą wpisywać tę nazwę w wyszukiwarce, to i natrafią na naszą grupę. To był bardzo dobry krok.

Później nazwa zaczęła być nieco problematyczna. Stało się to w momencie, gdy zaczęliśmy promować produkty spoza AliExpress – głównie z Gearbest. Niektórzy użytkownicy burzyli się, że to przecież grupa o zakupach z „Ali”, więc nie powinniśmy wrzucać nic innego.

Całe szczęście ankieta rozwiązała sprawę. Okazało się, że większość członków nie ma nic przeciwko temu, by wrzucać linki do innych sklepów, bo przecież chodzi o to, żeby zgarnąć jak najlepszą „cebulę” – nieważne skąd. Ankieta sprawiła, że społeczność cieszyła się, że liczymy się z ich zdaniem.

Promocja grupy – strategia jest niezbędna

Problem z promocją grup na Facebooku jest taki, że nie można im puszczać Facebook Ads, a to byłoby najprostsze rozwiązanie. Pod koniec 2016 roku Facebook jeszcze nie stawiał na grupy i nie promował ich tak, jak dziś – zobaczcie, jak wyglądają Wasze news feedy, pewnie większość to posty z grup. Wtedy tak nie było.

Założyliśmy fanpage o tej samej nazwie. Posty rozkręcające fp i grupę wrzucaliśmy równolegle w oba miejsca. Promowaliśmy go. Tutaj można było inwestować w Facebook Ads bez ograniczeń. Wyliczenia były proste – im więcej płaciliśmy, tym więcej fanów mieliśmy. A tych fanów trzeba było potem już „tylko” przekonwertować w członków grupy.

Na początku zdobycie jednego lajka było drogie, ale dobra optymalizacja reklam Tomka i wspólne eksperymenty sprawiły, że udało się zejść poniżej 0,2 zł za pozyskanie jednej osoby.

Kolejnym krokiem był post o grupie na fanpage’u + również wspieranie tego FB Ads. I tak szło, budowało się. Gdy zdobyliśmy już pierwsze 10 k, zaczęliśmy działać z zabawami dla członków.

Takie zabawy są bardzo chwytliwe. Jeśli tylko zaproponuje się w nagrodę coś fajnego, a my proponowaliśmy. Dzięki współpracy z różnymi managerami sklepów na AliExpress, mieliśmy fajne oferty, zniżki, czy nawet gratisy. Przeznaczaliśmy je właśnie na nagrody.

Zabawy były różne – przez „konkurs na najlepszą recenzję”, po „kto zaprosi jak najwięcej znajomych”. Proste, ale skuteczne.

Facebook docenia grupy, w których dużo się dzieje – takie, gdzie jest wielu aktywnych użytkowników piszących posty, komentarze i reagujących. I to była nasza bardzo mocna strona, bo użytkowników mamy wybitnie aktywnych. I dzięki temu, z każdym tysiącem szło coraz lepiej. Byliśmy cały czas na 1-2 miejscu w wyszukiwarce Facebooka na różne frazy związane z zakupami na AliExpress.

Nie bez znaczenia była też Patrycja i jej fanpage – ona jako trzecia dołączyła do naszego grona. Jej fanpage – Listonosz Płakał jak przynosił – ma obecnie 35 tys. fanów. Wtedy miał mniej, ale promocja stamtąd również dawała nam wielu nowych członków. A ponadto promocja grupy z kolejnego źródła, sprawiała, że Facebook „patrzył” na nas bardziej przychylnie.

Współpracowaliśmy też z innymi grupami – niewieloma i krótko, ale taka „wymiana” też dawała fajne efekty. Ma to sens jednak jedynie wtedy, gdy obie grupy nie kanibalizują siebie nawzajem. Akurat tutaj mamy taką tematykę, że często członkowie myślą, że do im większej liczby grup o tematyce zakupów z Chin należą, tym lepiej. Zatem dołączali tu, ale odchodzili stamtąd.

Szybko zauważyłam, że wśród administracji poszczególnych grup na Facebooku właśnie o zakupach z Chin panuje wroga atmosfera. Wzajemne oczernianie się, banowanie, kicki, usuwanie itp. To było bez sensu. Nie widziałam w tym celu, więc bardzo szybko przestały dla mnie istnieć inne grupy niż nasza.

Utrzymanie w ryzach 100 000 ludzi

Umówmy się. Sto tysięcy to dużo ludzi. W każdym miejscu. To, że to internet, nic nie zmienia. I ci ludzie są bardzo różni. Nierzadko łączy je tylko jedno – tematyka grupy. A różni wszystko – podejście do życia, do zakupów, do wypowiedzi, kultura osobista, zasobność portfela. No wszystko. Dlatego też sztuką jest zapanować nad nimi. Im członków jest więcej, tym jest to trudniejsze.

Regulamin grupy na Facebooku jest konieczny

Krok pierwszy to przede wszystkim regulamin. Bez niego nie ma się do czego odnosić w grupie i nie ma podstaw do pilnowania porządków.

W naszym regulaminie nakazaliśmy zachowywać się zgodnie z kulturą osobistą, rzecz jasna część użytkowników miała to gdzieś. Poza tym, mieliśmy parę punktów o tym, co zrobić, gdy się czegoś szuka, czy coś recenzuje.

I jeszcze jeden bardzo ważny punkt – linki z refami wyłącznie za zgodą administracji. To było bardzo ważne, bo przecież grupę założyliśmy w konkretnym celu. To my mieliśmy zarabiać, a nie inni. Ale i uzasadnialiśmy to tym, że to my poświęcamy na rozwój grupy dużo czasu i wykładamy pieniądze (do dziś ten argument działa). Nie po to, by ktoś poszedł na łatwiznę i nas zaspamował linkami. To był duży problem, bo i takich „sępów-trolli” było dużo.

Zakazaliśmy też linkować do sklepów inne niż chińskie, a potrafiło to zrobić bałagan. Ostatnio ktoś spytał o wyciskarkę do czosnku i 50 osób odpisało mu, że IKEA. Kompletnie nie patrzyli, czy ktoś już to wcześniej napisał, tylko spamowali tymi czterema literkami. W pewnym momencie jeden user wręcz dał linka do chińskiej wersji skandynawskiego sklepu – twierdząc, że teraz nie mam się do czego doczepić.

Moderacja postów

Bardzo istotne jest to, żeby nie wpuszczać postów „jak leci” na „autoaproove”, bo szybko kończy się to spamem. My od razu wprowadziliśmy moderację postów. Widzę, że obecnie większość grup tak działa.

Dzięki moderacji unikamy śmietnika – np. około 20 osób dziennie pyta „gdzie jest moja paczka”, a 30 innych „dlaczego nie wskakuje mi mój kod pocztowy, gdy podaję adres”. Takie pytania od razu lądują w koszu, a ich autorów odsyłamy do postów zbiorczych.

Chcieliśmy uniknąć nie tylko zakopania naszych postów z linkami, ale najzwyczajniej – bałaganu – na tym nie korzysta nikt – ani my, ani członkowie.

Posty zbiorcze

Wraz z rozwojem grupy widzieliśmy, jakie pytania pojawiają się najczęściej – dlatego utworzyliśmy posty zbiorcze, w których członkowie mogli zadawać pytania bez czekania w oczekujących postach na akceptację – są to m. in. „gdzie jest moja paczka”, „post techniczny”, post z dyskusją o odkurzaczach, o akcesoriach na lato, lakierach hybrydowych, post odsprzedażowy itp. To było super rozwiązanie. Pozwoliło nam nieco zapanować nad spamem.

Pytania przy dołączaniu

W pewnym momencie pojawiła się opcja zadawania pytań kandydatom na członków. Też je wprowadziliśmy, ale w praktyce muszę przyznać, że są bezużyteczne. Dopiero pytanie „Skąd dowiedziałeś się o grupie” daje nam trochę fajnych statystyk. Albo i powodów do śmiechu.

Jak wygląda praca admina takiej grupy okiem przeciętnego członka?

Nic nie robi, tylko banuje, krzyczy i zgarnia pieniądze za linki z refem. I zawsze jest najmądrzejszy. To oczywiście piszę z przymrużeniem oka. Jest mnóstwo bardzo fajnych ludzi – z którymi znajomość na priv pozostaje.

Jak naprawdę wygląda praca admina dużej grupy na Facebooku?

Wstaję rano, 80 członków oczekuje na przyjęcie. Ogarniam się. Idę do pracy. 20 postów oczekuje na akceptację. Akceptuję część. Część wywalam. Inne zostawiam dla kogoś innego z ekipy, bo np. bardziej ogarnia. Kolejnych 100 członków czeka. Zostawiam, może ktoś inny zaakceptuje. Później wrzucam parę postów z linkami. Odpowiadam na komentarze. W międzyczasie w ciągu dnia zaglądam i doglądam. Banuję, jeśli ktoś jawnie łamie regulamin. Wyrzucam, jeśli tylko trochę przewinił albo blokuję mu możliwość pisania.

Podsumowując

Zapanowanie nad dużą społecznością nigdy nie będzie proste. To zdecydowanie nie jest praca dla jednej osoby. Nas jest pięcioro. I wspólnie się komunikujemy na grupowym, messengerowym czacie. Uzupełniamy się. Każdy specjalizuje się w czymś innym (jeśli chodzi o zakupy z Chin). To fajnie działa. I jest dość dochodowe. Ale pracy jest dużo. Bez przerwy. Wydawać by się mogło, że jak się już tę społeczność zbuduje, to będzie łatwiej. Ale jak już jest, to wcale łatwiej nie jest J Ale trzeba przyznać – lubię to.

Skontaktuj się z nami poprzez Facebooka i spytaj o ofertę!